Wakacyjne wpadki

Wakacyjne wpadki

Ja wznawiam pisanie na blogu, a za kilka dni kończy się rok szkolny. Ludzie już za chwilkę wybędą na wakacje – a tu gdzieś samolotem, a tu pociągiem czy samochodem nad polskie morze. Zaczyna się ten czas, w którym chcemy spędzić czas w miłym, rodzinnym towarzystwie w dobrej atmosferze. Niestety, nie zawsze się to udaje. Opiszę tutaj kilkanaście autentycznych historii i wpadek, jakie zaobserwowałam podczas zeszłorocznego pobytu za granicą. Zapraszam d0 przeczytania.

Wieś przyjechała za sprzedaną krowę na wakacje ólInklusif.

Sytuacja nr 1 – Była sobie w hotelu rodzina – pan Wiesio, pani Stanisława i Andrzej. Sytuacja działa się punkcje fastfoodowym przy plaży, który był objęty pakietem All Inclusive. Wiesio dziwnie się patrzy na ludzi wokół bufetu. Bierze na talerz dużą ilość Hot Dogów, Hamburgerów i innych przysmaków, również tych miejscowych. Żona i syn tak samo. Podchodzą do stolika, wyjmują folie i oplatają cały zdobyty pokarm. Pan mąż pakuje wszystko do plecaczka i mówi cichym głosikiem – „będzie co jest Stasiu w domu, to za darmo!” i szybkim krokiem wszedł do autobusu (pewnie jechali na lotnisko). Boże, co za ludzie pomyślałam.

Sytuacja nr 2 – prawdopodobnie Ci sami bohaterowie. Suszę włosy. Słyszę krzyki, a mama się śmieje. Wychodzę i nie wierzę, co słyszę. Dialog był mniej więcej taki ‚Wiesiek, powiedz tej angielskiej kurwie, jaką jest szmatą, wypierdziel ją, napisz na nią skargę, tylko abym tej szmaty już nie widziała tutaj! Świnia jebana…”. Zgadnijcie, do kogo było to kierowane – do ratowniczki na basenie, która nie pozwoliła skakać na główkę. Eh…

Małe dziecko leci samolotem czy jedzie autokarem z rodzicami na długą wycieczkę? No a jak!

Sytuacja nr 3 - Wycieczka autokarem do pewnego miejsca. Wsiada rodzinka – Pani i jej Chłopak, bardzo młodzi, a wraz z nimi malutkie dziecko. Dziewczynka, słodka i kochana, bardzo śmieszna. Mówi tylko kilka słówek. Jest bardzo spokojna. Ogólnie – podróż mija miło i szybko w towarzystwie szkraba i innych podróżujących. Dojeżdżamy na miejsce do zabytkowego miasteczka, gdzie jest trochę do wpinania. Malutka wychodzi wraz z rodzicami z autokaru. Idziemy, już długo i jak da się przewidzieć – niunia zaczyna płakać i mówić coś o jej ‚dolnych łapciach’, że są ‚be’ i ‚bardzo ał’. Myślę – rodzice wezmą ją na ręce. Nie, nie. Zaczęli do niej krzyczeć, dlaczego nie chce chodzić. W tym momencie przewodnik się zdenerwował i kazał wracać do autokaru, bo opóźniają i zakłócają całe wydarzenie. Jak powiedział – tak zrobili. Współczuje tej dziecińce rodziców.

Sytuacja nr 4 – Inna, jednak dwudniowa wycieczka, znowu małe dzieci. Tym razem o wiele więcej – aż 6 w jednym autokarze. Już nie są takie grzeczne, jak poprzednia mała bohaterka. Już początek całej podróży był męczarnią. Maluchy się darły, ale nie tylko to było tragiczne. Najlepsza była mamusia 2 ze szkrabów – albo mówiła, a wręcz wrzeszczała na pół autokaru, że jej Dejwidek lub Amanta robi kupkę, albo prosiła kierowcę o zwolnienie autokaru, bo jeszcze któreś się rozchoruje. To była istna komedia.

Sytuacja nr 5 – Opóźnia się samolot, a jest dużo rodzin z dziećmi. Niektórzy sobie radzą w tej sytuacji, inni nie. Niektórzy po 20 minut od ogłoszenia zmiany godziny lotu dzwonią na infolinię biura podróży i żądają samolotu, bo mają małe dzieci. Ktoś kazał je brać? Nie. No właśnie.

Czy wy mieliście podobne historie podczas swoich urlopów? Były one śmieszne, głupie, czy wręcz żałosne? Piszcie, chętnie poczytam :).

P.S.: Mam nadzieje, nowa odsłona bardziej wam się podoba od starej. Teraz będę pisała w miarę systematycznie. Pozdrawiam :).